Wrażenia

Sparklite – recenzja indyka roguelite w klimacie Zeldy.

Sparklite to gra, jak zresztą tytuł może sugerować, z gatunku rogue-lite. Czyli rodzaju gier, gdzie mapy są losowo generowane, ginie się często a po śmierci zaczyna się grę od początku. W odróżnieniu od bardziej hardcorowych gier typu roguelike w Sparklite śmierć nie sprawia, że zaczynamy od totalnego zera. Zostaje nam zdobyta waluta oraz niektóre przedmioty przez co fabułą posuwa się dalej i możemy rozwijać swoją postać. Sparklite to także RPG w stylu mocno inspirowanym The Legend of Zelda.

Sparklite

Sparklite miałem okazję ograć na PS4, ponieważ właśnie na tą platformę dostałem kod od producenta gry. Gra wyszła również na Nintendo Switch, więc zakładam, że mechanika i rozgrywka jest identyczna. Pomijam wszystkie sprawy techniczne, ale gra nie jest wymagająca graficznie dlatego zakładam, że działa i wygląda podobnie na przenośnej konsoli Nintendo. Wersja przedpremierowa miała kilka błędów w postaci braku możliwości otworzenia niektórych skrzyń czy zniszczenia beczek oraz “zgrzytu” audio przy odradzaniu się, ale mają być one naprawione w one day patchu.

Główną bohaterką gry jest Ada, młoda dziewczyna, której statek powietrzny został zniszczony i rozbija się w krainie zwanej Geodia. Okazuję się, że świat opanowały wrogie istoty a zły władca Baron chce zniszczyć całą krainę poprzez pozbawienie jej w całości jego naturalnych zasobów jakim są sparklite’y. Jak możecie się domyślać pokonanie go to główne zadanie Ady, ale wcześniej musi rozprawić się z jego wysłannikami.

Podstawowym orężem Ady jest multitool…  składa się on z czegoś w rodzaju klucza francuskiego, którym może uderzać jak mieczem, a gdy przytrzymamy przycisk ataku dłużej to uderza młotem. Dodatkowo dostajemy kilka innych broni i umiejętności dostępnych dopiero po odnalezieniu ich w schronach (w każdej lokacji znajduje się jeden albo dwa) i przejściu powiązanego z nią krótkiego samouczka. Dokonujemy w ten sposób inżynierii wstecznej tego przyrządu (gra określa je jako Gadgets) i możemy skonstruować go u naukowca w latającej fortecy, aby był dostępny dla nas już w akcji. A no właśnie. Po każdej śmierci Ada wraca na latającą forteca, jedyny statek, który przetrwał atak i stanowi naszą bazę wypadową i gdzie schronili się ostatni ocaleli.

Baza wypadowa

To tutaj po każdej “śmieci” Ada będzie zaczynała kolejną rundę. To tutaj można kupować ulepszenia. Ulepszenia są ciekawie rozwiązane, bo umieszczane są na płytce w specjalnej maszynie. Na początku ma ona niewielkie rozmiary – 3 na 3 pola. Na nich możemy umieścić tak zwane Patche, które mogą zwiększać ilość serduszek zdrowia, moc, siłę zadawanych obrażeń, odkrywać mapę itd. Patche mają różną wielkość, od jednego pola do nawet czterech, przez co musimy się ograniczać i zdecydować co nam będzie bardziej pomocne w danej chwili. Naturalnie istnieje możliwość zwiększenia ilość dostępnych pól poprzez kupowanie ulepszeń. Też za niewielką opłatą możemy połączyć dwa takie same patche przez co zajmują mniej miejsca.

Sparklite patches

Na statku mam również kupca, któremu możemy rozbudowywać sklepik przez co będziemy mogli przed każdą rundą wziąć za darmo jeden z dodatkowych przedmiotów typu miny, bomby, zwiększenie obrażeń czy odnowienie zdrowia albo wskrzeszenie po śmierci. Im większy sklep zbudujemy tym większy wybór będziemy mieć. Takiego samego typu przedmioty możemy odnaleźć na mapie. Wypadają ze skrzyń lub potwór. Niestety po śmierci tracimy je wszystkie. 

Grę teoretycznie możemy przejść bardzo szybko, bo nic nas nie ogranicza, no oczywiście poza bossami. Pokonanie bossa danej lokacji dopiero umożliwia nam przejście do następnej. Generalnie możemy iść od razu do głównego bossa pierwszej lokalizacji po drodze unikając innych monstrów. Po jego pokonaniu mam dostęp do kolejnej lokacji i tam też można iść bezpośrednio do bossa, i tak dalej. Sam miałem taką sytuacje, że po pokonaniu jednego bossa praktycznie od razu natrafiłem do następnego udało mi się go pokonać za pierwszym razem, przez co pominąłem całą trzecią lokacje. Oczywiście wracałem później do niej, aby trochę ją z eksplorować.

Kryształ

Praktyka jednak jest taka, że przez pierwsze 1,5h – 2h będziesz chodził po pierwszej lokacji i zbierał sparklite’y wypadające z roślin, skrzyń i przeciwników. A właśnie, tytułowy Sparklite to kryształy, które są walutą w grze. To za nie kupujemy ulepszenia i rozbudowujemy bazę. Jasne, może zajmie tobie mniej czasu i nie będziesz potrzebował tylu ulepszeń co ja, aby pokonać bossa, to już zależne od twoich umiejętności. Dla mnie pierwszy boss był najtrudniejszy i wydaje mi się to była właśnie kwestia nie posiadania odpowiedniej ilości ulepszeń. Aby się odpowiednio “dopakować” musiałem zebrać sporę środku, a z przeciwników na początku wypadają po 1-3 sparklite’y. W skrzyniach można znaleźć trochę więcej. Jedna tura to jakieś 50 – 150 sparklite’ów. Czyli czeka nas sporo farmienia.

W każdej z krain mamy około 4 rodzajów przeciwników, na początku wydawało mi się to może odrobinę nużące, ale to głównie przez długie farmienie w pierwszej lokacji. Z biegiem odblokowywania kolejnych miejscówek, świat okazał się bardziej różnorodny. Trafiliśmy do lasu, gdzie spotkaliśmy różnego rodzaju robale, później do trujących “ścieków” (?), następnie pustynie i na końcu krainę lodową. W każdej znajdują się innego typu przeciwnicy, przez to gra staje się trochę bardziej różnorodna. Do tego naturalnie, co jak pisałem jest charakterystyczne dla tego typu gier, po każdej śmierci układ mapy ulega zmianie i musimy odkrywać świat na nowo. 

Dla kogo?

Przede wszystkim dla mniej hardcorowych fanów gier roguelike, ale w sumie nie tylko. Ja nie byłem fanem tego typu gier, zawsze się od nich odbijałem a ta przypadła mi do gustu. Może dlatego też polecam ją osobą chcących sprawdzić czy tego typu gry są dla nich. Dla fanów retro gier i pixelartów oraz miłośników gier z serii Zelda, bo parę mechanik tutaj znalazłem podobnych. Również grafika i muzyka z pewnością powinna przyciągnąć fanów gier 2D z Linkiem. No i dla osób których nie odstraszy “farmienie” w pierwszych minutach gry.

W punkt.

  1. Początek historii trochę toporny.
  2. Zyskuje przy dłuższym poznaniu – wciąga, zwłaszcza jak ktoś lubi farmić.
  3. Wymagające walki z bossami.
  4. Dobrze zbalansowany poziom trudności.
  5. Ciekawa mechanika ulepszeń z płytką, do której dokłada się patche.
  6. Ale w sumie to ograniczenie bardzo, rzadko stanowiło problem.
  7. Satysfakcjonująca mechanika walki za pomocą multitoola.
  8. Trochę niewykorzystany potencjał innych broni i gadżetów.
  9. W zasadzie przez większość gry używałem podstawowego multitoola jak najbardziej efektywną z broni.
  10. Pomimo tego, że dodatkowe bronie wydają się pomysłowo zaprojektowane to były mało efektywne w walce.
  11. Ładna pixelartowa retro grafika przypominaj stylistyką gry 2D z serii The Legend of Zelda.
  12. Przecudowna, miła muzyka.
  13. Serio muzyka jest bardzo spoko, tak spoko, że odpaliłem sobie na nawet na Spotify.
  14. Przystępny roguelike, nawet dla osób nieprzepadającymi za takim gatunkiem.

Postanowiłem sobie kiedyś, że jak nawet będę pisał recenzje to nie będę wystawiał ocen grą. Mam zamiar tego postanowienia dotrzymać. Nie wystawie oceny Sparklite’owi ale powiem tylko tyle, że gra jest z pewnością warta obadania.