Neversong recenzja na Nintendo Switch

Advertisement

Neversong to gra niezależna stworzona przez Thomas Brush (historia, grafika oraz muzyka) znana wcześniej jako Once Upon a Coma. Powstała jako rozwinięcie flashowej gry Coma sprzed dziesięciu lat, tego samego autora. Ufundowana została w głównej mierze przez społeczność poprzez zbiórkę w serwisie Kickstarter, podczas której zebrano ponad 85 000$ co przekraczało ponad trzykrotnie pierwotny cel. Na początku maja tego roku miała swoją premierę na urządzenia mobilne z systemem iOS (w abonamencie Apple Arcade) a później tego samego miesiąca pojawiła się na PC. 16 lipca 2020 ma premierę wersją na PS4 oraz Nintendo Switch. To właśnie na konsoli Nintendo miałem okazję ją ograć dzięki uprzejmości wydawcy, który dostarczył kod z grą.

Neversong fabułą stoi!

Neversong, pomimo iż to grą z gatunku platformówek z elementami łamigłówek to szalenie istotną w niej jest historia. Ta rozpoczyna się od przedstawienia przez narratora głównej postaci – Peet’a. Narrator to niezwykle istotna postać, ponieważ to dzięki jego wierszom pojawiający się co jakiś czas w przerywnikach filmowych poznajemy najbardziej kluczowe elementy historii Peet’a.

Peet to sierota, jego życie jest szare, depresyjne. Do czasu poznania Wren, najpiękniejszej dziewczyny w mieście, która została jego przyjaciółką. Pewnego razu Wren została porwana czego świadkiem był Peet. Było to dla niego tak traumatyczne przeżycie, że przez to zapadł w śpiączkę. Po wybudzeniu ze śpiączki okazuję się, że z miasteczka zniknęli wszyscy dorośli. Udali się na poszukiwania Wren i już nie wrócili. Naturalnie nasz protagonista zrobi wszystko, aby odnaleźć swoją przyjaciółkę.

Neversong

Historia opowiedziana w grze jest mroczna i porusza trudne tematy. Niezwykły klimat budują również postaci poboczne (które w sumie nie są takie poboczne, bo niekiedy stanowią klucz do dotarcia do celu). Są to dzieciaki z miasteczka, obecnie jedynie jego mieszkańcy. Każda ma niezwykle specyficzną osobowość niekiedy na maksa komiksową i bardzo często mroczną albo sprawiają wrażenie nie do końca zrównoważonych. Każda z nich ma swój wkład w historię Peet’a. Relacje między postaciami i ich konstrukcja to również mocna strona Neversong.

Warto zaznaczyć, że każda z postaci posiada nagrane dialogi co wydaje mi się niezbyt częste w grach niezależnych. Aktorzy zostali dobrani idealnie i perfekcyjnie wcielili się w swoje postaci.

Advertisement
Neversong Jon

Narracja zbudowana jest w bardzo przemyślany sposób to właśnie ona stanowi główną siłę Neversong. 

https://www.youtube.com/watch?v=zTmWNIk9DSE

O co chodzi w Neversong?

Dobra, ale co z rozgrywką? A no rozgrywka to po prostu klasyczna platformówka z elementami metroidvanii. Czyli mam trochę wracania się do poprzednich miejscówek wraz z odblokowywaniem nowych umiejętności i trochę walki z “maszkarami”. No tak. Bo gdy z miasta zniknęli dorośli pojawiły się dziwne stwory przypominające pająki. Walczymy z nimi za pomocą kija bejsbolowego. 

W czasie gry znajdziemy kilka typów przeciwników. Niektórzy po prostu chodzą, inni skaczą a jeszcze inni mają skrzydła i strzelają do nas z góry. Różnią się też ilości potrzebnych “pacnieć” do ich ubicia. Generalnie nie są oni zbytnio wymagający do pokonania. Często wypada z nich “pył” po zabraniu, którego możemy zwiększyć maksymalną ilość zdrowia. Właściwie to bossowie też nie są jakoś za specjalnie wymagający do pokonania. Nigdy nie utknąłem na dłużej przy którymś z bossów.

Neversong walka

Po pokonaniu każdego bossa otrzymujemy nuty utworu. Po zagraniu go na pianinie w domu Wren odblokowujemy nowe umiejętności. Czy to magnetyczne rękawice dzięki którym możemy huśtać się na łańcuchach czy to deskorolkę, dzięki której możemy rozpędzić się i dalej skakać. 

Neversong nuty

Gra podzielona jest w zasadzie na cztery większe lokacje. Aby je ukończyć musimy po drodze rozwiązać kilka łamigłówek. Są to głównie zagadki “środowiskowe” związane z możliwościami danej lokacji czy właśnie zdobytego nowego przedmiotu, czy też przełączeniu kilku dźwigni. Wskazówki znajdziemy zazwyczaj u bohaterów pobocznych albo na liściach czy obrazach. Nie są one trudne, ale satysfakcjonujące. Może dwa razy zablokowałem się na dłużej (raz nie zauważyłem jednego z przełącznika a drugi przeszedłem metodą prób i błędów). 

Neversong spokojnie można ukończyć w jeden wieczór. Ja potrzebowałem na to pięciu godzin. Dla mnie było to zdecydowanie za krótko, ale z drugiej strony nie ma co na siłę rozwlekać historii, kiedy ona przecież w tej grze jest najistotniejsza.

Niewątpliwym mankamentem Neversong jest niezbyt precyzyjne sterowanie. Ciężko wyczuć odpowiedni timing w jakim powinno się skakać albo atakować, aby trafić tam, gdzie się chciało. W jednymi miejscu dobre parę chwil męczyłem się, aby wskoczyć na wąski kamień. Bo albo skoczyłem za daleko albo za nisko. Brakowało mi też jednego w sumie podstawowego ruchu. Zeskoczenia z platformy. Większości platformówek robi to poprzez przytrzymania “w dół” i “skok”. Tutaj nie ma takiej możliwości. 

W różnych miejscach na mapie możemy znaleźć ukryte tak zwane “Coma Cards” czyli karty, na których możemy trochę więcej przeczytać o świecie gry albo dzięki nim możemy zmienić swój ubiór czy fryzurę.

Graficznie gra prezentuje się cudownie. Przynajmniej mi przypadła obrana stylistyka. Idealnie wkomponowuje się w mroczny charakter opowieści. To samo zresztą ze ścieżką dźwiękową i oprawą audio. Trudno się temu dziwić w końcu za tymi trzema aspektami stała jedna osoba. Idealnie odnalazła się w każdej roli.

Jakiś większych błędów technicznych nie uświadczyłem. No może, poza tym, że raz gra się wywala do menu głównego konsoli i raz w trybie przenośnym, gdy pojawiło się dużo “światełek” to ilość klatek na sekundę drastycznie spadła. Czas wczytywania lokacji też jest dość długi, na szczęście jest to umiarkowany problem. Nie musimy zbyt często ich zmieniać ale gdy chcemy szybko przejść przez kika lokacji to jest to już irytujące.

Neversong to idealna gra na zrobienie sobie przerwy od jakiegoś większego tytułu. Tak było w moim przypadku. Akurat wciągnąłem się w Diablo 3, przechodzę je po raz kolejny tym razem w wersji na Switch’a. Spokojnie możemy ją przejść w jeden, dwa wieczory, bez większych problemów. Przy okazji poznać interesującą i dobrze napisaną historię.

W punkt:

  • Platformówka
  • Metroidvania
  • Klimatyczny styl.
  • Interesująca i dobrze napisana historia.
  • Świetna kreacja postaci.
  • Satysfakcjonujące zagadki.
  • Nie za trudne.
  • Cała gra jest w raczej łatwa.
  • I krótka.
  • Można ją przejść w 4-5 godzin.

Ocena

Jak zauważyłeś do moich recenzji nie wystawiam ocen. Zamiast tego pod koniec w punktach wypisuje najważniejsze moim zdaniem rzeczy o grze. Nie nazywam ich ani plusami, ani minusami. Po prostu sam zdecyduj czy dla Ciebie to jest plus czy minus.

Niemniej wprowadzam możliwość głosowania dla moich czytelników. Jeśli grałeś w tą grę i masz o niej jakieś zdanie, które potrafisz wyrazić w formie oceny od 1 do 5 to możesz to zrobić poniżej. Serdecznie zachęcam!

Grałeś? Możesz wystawić ocenę.
[Ilość głosów: 0 Ocena: 0]