Fly Punch Boom na Nintendo Switch

Advertisement

Fly Punch Boom! to niezależna gra z gatunku bijatyk pokroju Super Smash Bros wyprodukowana przez włoskie studio Jollypunch Games. Od zeszłego roku można w nią zagrać we wczesnym dostępie na PC a teraz gra zadebiutowała już w pełnej wersji na Steam oraz Nintendo Switch. Miałem okazję ją ograć dzięki uprzejmości dewelopera, który udostępnił mi klucz. Naturalnie testowałem wersję na Switcha.

O co chodzi w Fly Punch Boom?

Tak jak wspomniałem we wstępie, Fly Punch Boom to bijatyka w stylu Smash Bros, czyli nie klepiemy się aż wyczerpiemy pasek zdrowia przeciwnika (tak jak na przykład w Mortal Kombat) tylko próbujemy go wyrzucić z areny. Co prawda w FPB też możemy zakończyć walkę, gdy wyczerpie się “zdrowie” jednak w większości przypadków głównym powodem śmierci jest wysadzenie w powietrze. 

Mechanika walki też jest inna niż w standardowych “mordoklepkach” czy nawet w browlerach typu Smash Bros. Tutaj nie zadajemy klasycznych ciosów czy to pięściami czy kopniakami. Zamiast tego po zbliżeniu się do oponenta możemy wejść w zwarcie i tam za pomocą Quick TIme Eventów możemy zadać cios, przeprowadzić kontrę albo wykonać rzut. Na decyzje mamy jakąś sekundę może mniej. Przeciwnik w tym samym czasie dokonuje swojego wyboru. Im później to zrobimy nasz atak ma większą moc. 

QTE, QTE, QTE!!!

Moc ataku to nie jedyny czynnik warunkujący jego powodzenia. Zastosowano tutaj też coś w rodzaju gry w kamień, papier, nożyce. I tak uderzenie pokonuje rzut, rzut pokonuje kontrę, kontra pokonuje uderzenie. Po takim ataku może nastąpić kolejna seria QTE gdzie mamy jeszcze mniej czasu na reakcje. 

fly punch boom qte

Kiedy atak będzie wystarczająco udany oraz przeciwnik będzie blisko krawędzi areny to możemy go wyrzucić z niej, ale to nie oznacza już wygranego starcia. On może się uratować poprzez kolejne QTE. Musi nacisnąć w odpowiednim momencie przycisk, aby powrócić na areną. Przedział czasu, w którym musi wcisnąć owy przycisk jest proporcjonalny do pozostałego zdrowia. Czyli im bardziej wyczerpani jesteśmy tym mamy węższy przedział do trafienia. 

Advertisement

Zwarcia to nie jedyny sposób na pokonanie przeciwnika. Możemy też przeprowadzić krótką serię ciosów, użyć ataku specjalnego (każda postać ma własny) albo wykorzystać elementy areny. Tak jest, wszystko co znajduje się na arenie może posłużyć jako broń albo możne nas ranić. 

Mamy tutaj elementy strzelającą wiązką elektryczną, rakietami, minami czy po prostu możemy cisnąć kawałkami budynku. Aren na jest cztery plus dodatkowa dostępna po odblokowaniu. 

Fakt, iż na arenie prawie wszystko możemy rozwalić albo może nam posłużyć za broń sprawia, że walka może przypominać niekiedy jeden wielki chaos. I faktycznie trochę tak jest. Niekiedy w tym całym zamieszaniu potrafiłem nie ogarnąć, gdzie mój protagonista wylądował po ataku. Niemniej nie jest to ani trochę różne od na przykład SSB. Tam też na mapie potrafi zapanować ogromne zamieszanie. Grunt to ogarnąć ten chaos.

Fly Punch Boom space

Mailem za to wrażenie, że w Fly Punch Boom trochę za mało precyzyjne jest sterowanie podczas latania. Tak jakby działało z minimalnym opóźnieniem. Skoki podczas zbierania znajdziemy trzeba wykazać się ogromną precyzją, aby centralnie w nią wlecieć, aby udało się ją zebrać.

Ponad 40 rodzajów fatality.

Każda śmierć kończy się fatality powiązanym z elementem danej areny. Nie są one może tak brutalne jak w Mortal Kombat. Są bardziej humorystyczne no i styl graficzny jest zgoła inny. Przykładowe fatality to bycie rozszarpanym przez zgraję kotów, posłużyć do przepołowienia planety na pół czy eksplodować w tyłku księżyca. 

A właśnie styl graficzny bardzo mi się kojarzy z kreskówkami Cartoon Network z drugiej połowy lat 90-tych. Seriale takie jak “Co za kreskówka!”, “Krowa i Kurczak”, “Chojrak – tchórzliwy pies” czy nawet późniejszy “Zwyczajny serial”. Nie chodzi mi o to, że twórcy wzorują się na jakiś konkretnych postaciach z Cartoon Network, ale o styl “kreski”. Z tym, że tutaj jest ona jeszcze okraszona lekką niechlujnością, trochę jakby była wynikiem jakiegoś bazgrolenia w zeszycie podczas nudnej lekcji. Mniej więcej jak w polskim Escape from Doodlenad. Nie jest to zarzut. Lubię taką “estetykę”. 🙂 

Muzyka to dynamiczne kawałki inspirowane anime. Idealnie wpasowują się w rozgrywkę.

Kanapowy multi ale też fajna w single.

Fly Punch Boom! nastawione jest na grę ze znajomymi. Główny tryb gry to gra 1 vs 1 albo 2 vs 2 na kanapowym multiplayerze. Możemy użyć pojedynczego Joy Cona do gry. Gra oferuje również tryb 1 vs 1 w online, ale z racji tego, że nagrywałem grę przed premierą nie udało mi się ani razu znaleźć chętnych do gry. Po premierze nie było dużo lepiej. Co prawda udało mi się kilka razy wyszukać chętnego gracza na potyczkę, ale z niewiadomych dla mnie przyczyn nie udało się zestawić gry. Plus jest taki, że podczas oczekiwania na grę online możemy toczyć walki w innych trybach offline.

Dla graczy single player do dyspozycji jest tryb Arcade, gdzie musimy pokonać wszystkich kolejnych przeciwników. Odblokowujemy przy tym kolejnych wojowników, stroje dla nich plansze itd.

Acha każdy z poprzednio wymienionych trybów też może być odgrywane w trybie single z ustawionymi CPU jako przeciwnik. 

Poziom przeciwników komputerowych dają radę. Na początku trzeba poświęcić trochę czasu na ogarnięcie sterowania i mechanik. Na szczęście możemy wybrać poziom trudności (jest ich 3) oraz prędkość wykonywania QTE (nawet na wolnym jest mega szybki). Ja na początku odpadłem na normalu dlatego polecam przeszkolić się na łatwym poziomie. Oczywiście wcześniej przejdźcie tutorial, bo bez tego ciężko będzie ogarnąć rozgrywkę. On w bardzo klarowny sposób wszystko przedstawi. 

Łączna liczba wojowników jakimi możemy grać to dziesięciu. Z tym, że dwóch musimy odblokować. Każdy z nich może mieć różne dodatkowe stroje, które też odblokowujemy. 

The Punchies

Nasi wojownicy to nie byle kto to reprezentanci nieśmiertelnych istot zwanych The Punchies. To daje mi kolejne wrażenie, graniczące z pewnością, iż twórca gry inspirował się kreskówką “Zwyczajny serial”. “Punchies” to tytuł jednego z odcinków a na dodatek co najmniej dwóch bohaterów gry przypominają postacie z serialu.

The Punchies to istoty stworzone do walki ich sensem życia jest wala, poprzez walkę się rozmnażają (wtf?!) oraz ich potyczki mogą spowodować powstanie nowych planet lub całych galaktyk. Każdy z bohaterów ma swoją własną historię, ale zapoznać się z nimi możemy dopiero po ich odblokowaniu. Tutaj też mamy małą niekonsekwencję. Niby są ‘bezpłciowi” jednak już w ich opisach są zwroty per “on/ona”.

The Punchies Fly Punch Boom

Fly Punch Boom, pomimo iż nastawiony jest raczej na rozgrywkę dla kilku graczy to niezwykle wciąga w trybie dla jednego gracza. Krótkie mecze do dwóch wygranych i arcadowy charakter sprawia, że świetnie sprawdza się na Nintendo Switch. Można na szybko odpalić szybki mecz na chwile odstresowania się albo na przerwę pomiędzy większymi tytułami. Podejrzewam jednak, że swój potencjał Fly Punch Boom pokazuje dopiero podczas kanapowego multiplayera. Nie było mi niestety z kim tego przetestować, próg wyjścia jest trochę zbyt duży. Ogarnięcie mechaniki z QTE dla osób niegrających za dużo w tego typu gry niekiedy jest nie do przeskoczenia. 

W punkt:

  • Super Smash Bros w stylu Cartoon Network
  • Ale nie do końca
  • Zamiast standardowej walki mamy Quick TIme Eventy
  • Duży próg wejścia
  • Ale wciąga
  • Idealna na krótkie sesje na odstresowanie się albo chwilę “przerwy”
  • Problem z gra przez internet
  • Satysfakcjonujący przeciwnicy komputerowi
  • Humor
  • Fatality
  • Mnóstwo fatality!!!!

Ocena

Jak zauważyłeś do moich recenzji nie wystawiam ocen. Zamiast tego pod koniec w punktach wypisuje najważniejsze moim zdaniem rzeczy o grze. Nie nazywam ich ani plusami, ani minusami. Po prostu sam zdecyduj czy dla Ciebie to jest plus czy minus.

Niemniej wprowadzam możliwość głosowania dla moich czytelników. Jeśli grałeś w tą grę i masz o niej jakieś zdanie, które potrafisz wyrazić w formie oceny od 1 do 5 to możesz to zrobić poniżej. Serdecznie zachęcam!

Grałeś? Możesz wystawić ocenę.
[Ilość głosów: 2 Ocena: 4]